Wiem, że jeszcze trochę grudnia przed nami i różne rzeczy mogą się jeszcze wydarzyć, ale ja już podsumowałam rok 2022.
Czy wasz rok był udany czy nie?
Czy wyciągnęliście wnioski z wydarzeń, które wam się przytrafiły w tym roku?
Mój rok nie zaliczam do udanych, choć trochę przemyśleń i wniosków wyciągnęłam. Był to ciężki rok i wiele się działo. Czy dobrego? Nie wiem …
Zacznę od początku roku. Zaczęłam rok od zwolnienia lekarskiego i zastrzyków w brzuch po tym jak w święta spadłam ze schodów i na plecach zrobił mi się ogromny krwiak. Wróciłam do pracy w połowie stycznia i po 3 tygodniach rozłożył mnie jak i wszystkich domowników coronavirus. W trakcie kwarantanny rozstałam się z facetem z którym byłam rok. Koszmary przeszłości mnie zaatakowały i zablokowałam się. Wtedy zaczął się ten chyba najgorszy okres w tym roku. Trwał do połowy lipca, zaczęło się od stanów depresyjnych co przeszło do depresji. Byłam w tym sama, nie potrafię z nikim rozmawiać o tym co mnie boli, co czuje, w czym problem. Miałam wtedy takiego kolegę, który był w ciężkich chwilach mojego życia i on jeden wiedział przez co przechodzę.
Zmieniłam nazwisko na panieńskie, bo w grudniu 2021 roku dostałam rozwód. Oczywiście pracowałam normalnie, idąc codziennie do pracy zakładałam tzw. maskę z uśmiechem na twarz i tak funkcjonowałam. Mniej więcej w maju odezwał się do mnie mój ex, z którym w lutym się rozstałam i w tym samym czasie zaczął urywać się kontakt z tym moim kolegą, który był jak byłam w potrzebie. Wtedy podjęłam decyzje, o której myślałam od dłuższego czasu. Zrobiłam tatuaż w sumie 2 sesje, miała być trzecia, ale kontuzja ręki zatrzymała ten piękny proces.

Dla mnie ta ręka dość dużo znaczy. Wszystko co tam jest ma swoje znaczenie. Razem z tym, przestało mnie interesować co ludzie o tym, czy o mnie, czy czymkolwiek związanym ze mna mówią i myślą.
W maju spotkała mnie miła rzecz, jeden z kolegów z pracy zaprosił mnie na wesele jako osobę towarzyszącą. Bawiliśmy się świetnie, relacja koleżeńska.
W lipcu tydzień przed wakacjami córki już było tak źle, że sama przed sobą powiedziałam sobie „Koniec!”. Pierwsze 2 tygodnie było bardzo cieżko z praca nad sobą, ale robiłam to dla córki i dla siebie, bo stałam się wrakiem człowieka. Stłuczka, która trafiła się dzień przed urlopem i zniszczyła całe plany urlopowe w sumie pomogła w mojej odnowie.
2 tygodnie urlopu minęły, miałam mieć jeszcze tydzień, ale zapotrzebowanie w pracy było takie, że ściągnęli mnie do pracy z urlopu. Pod koniec sierpnia w pracy strzeliło mi coś w łokciu, męczyłam się z bólem kilka dni, aż stwierdziłam że pójdę do lekarza. Od wrześnie do teraz jestem na zwolnieniu lekarskim z powodu problemu z łokciem, przeszłam przeróżne badania, aż przekierowali mnie do chirurga zajmującego się nerwami z Trzebnicy. Okazała się, że czeka mnie zabieg. Jedno ze ścięgien w łokciu zgniata nerw łokciowy i trzeba podciąć ścięgno. W przypadku zostawienia tego tak może za jakiś czas dojść do zaniku mięśni. Cieżko stwierdzić kiedy wrócę do pracy. Ja jestem osoba, która nie chodzi na zwolnienia lekarskie, głównie ze względów finansowych. Potrafiłam chora, z gorączka przyjść do pracy, albo wsiąść dwa dni urlopu żeby tylko nie iść na zwolnienie.
W tym czasie kiedy siedzę w domu, sama, bez kontaktu z ludźmi, bo jak się okazuje nawet znajomych nie mam, dużo sobie przemyślałam i wyciągnęłam wnioski.
Oczywiście bardzo mi brakuje kontaktu z ludźmi nawet tymi w pracy. Pracuje w dużej firmie i większość ludzi na produkcji mnie zna, bo mnie wszędzie pełno.
Mam nadzieje, że przyszły rok będzie dla mnie bardziej łaskawszy niż ten. Ten rok nie oszczędzał mnie.
Komentarze
Prześlij komentarz